Jambalaya z gry Cyberpunk 2077

 "Bet my socks you've never had better jambalaya."
- River Ward


Świetnie pamiętam, gdy zapowiedziano Cyberpunka 2077. Zainteresowałam się grą od razu, bo nie dosyć że miało to być kolejne dzieło CD Projekt Red, to w dodatku ta tematyka! Uwielbiam cyberpunk jako gatunek od zawsze, kręcą mnie wszelkie wizje dystopijnej przyszłości, neonowe miasta-molochy, cyborgi, sztuczna inteligencja, cyberprzestrzeń i złe korporacje, a wisienką na torcie jest klimat moich ukochanych lat osiemdziesiątych. Martwiła tylko zapowiedź, że gra będzie strzelaną FPP - nie znoszę pierwszoosobowych gier! - ale pomyślałam, że trudno, może przecierpię.

Zachwycałam się teaserami i trailerami, ale na Cyberpunka przyszło jednak czekać wiele lat od momentu zapowiedzi. Redzi kilka razy przesuwali premierę i chyba pierwsza obsuwa to właśnie był ten moment, kiedy mój hype zaczął mocno opadać. Tak duże opóźnienie nie mogło wróżyć niczego dobrego, czułam w kościach że coś jest nie tak i nawet stwierdziłam, że nie kupię na premierę. Dzień przed jednak uległam, zrobiłam zamówienie, ale... miałam rację. Wiecie, że jestem konsolowcem, w związku z czym Cyberpunka także ogrywałam na PS4 i pierwszy kontakt z grą był dramatyczny. Masa bugów, glitchy, crashe, ślizgające się samochody i rozmazana grafika jak na PS2, szczególnie po wyjściu do miasta. I do tego to znienawidzone strzelanie w FPP! Byłam bardzo niemile zaskoczona, bo po CDPR spodziewałam się wyższego poziomu, nawet gdzieś tam w środku żałowałam wydanych pieniędzy.
Nie będę ściemniać - przeszłam grę i wciąż czuję się oszukana. Chociaż mimo wszystko miałam sporo przyjemności z gry, to szlag jasny mnie trafia, gdy myślę sobie o tej całej wyciętej zawartości, którą chwalili się w gameplayu z 2018 - chociażby możliwością niszczenia ścian. Ale wiecie co? Autentycznie szkoda mi devów, którzy włożyli w Cyberpunka serce, tylko przez głupie decyzje góry, grę na konsole trzeba było puścić taką, jaka była. Jednak muszę CDPR oddać jedno - podobała mi się ich reakcja. Nie szli w zaparte, że o co wam chodzi, przecież wszystko wporzo, tylko przyznali wprost: tak, zjebaliśmy, ale zrobimy wszystko, aby to naprawić, dajcie nam tylko szansę. Szybko wypuścili parę patchy, dzięki którym gra na konsoli zrobiła się grywalna i całkiem ładna jak na możliwości PS4. Liczę, że w kolejnych patchach i dlc zobaczę wreszcie to, co mi obiecali.
No dobra, to co mi się podobało, skoro już wspomniałam, że w sumie to bawiłam się dobrze? Chociaż wciąż czuję niedosyt porównując Cyberpunka 2077 z Wiedźminem 3, bo jest krótszy (główny wątek da się zrobić w 20 godzin, a ja zdecydowanie preferuję tytuły na kilkadziesiąt godzin) i ma bardziej monotonne subquesty, to klimatu odmówić mu się nie da. Fabuła głównego wątku jest wyśmienita, napisana naprawdę wspaniale i przyznam, że zakończenia gry dość potężnie mnie zdołowały na resztę wieczoru. No i ta muzyka! Czasami wolałam jeździć w kółko po mieście (i dodatkowo zmienić czas na noc, bo te neony!), zamiast dotrzeć do celu, gdy akurat w radio był świetny kawałek. Piosenek z Cyberpunka słucha się znakomicie także w oderwaniu od gry i sporo z nich wskoczyło na moją codzienną playlistę. A, no i nie wiem kiedy, ale przestał mi przeszkadzać FPP. Ba, nie wyobrażam sobie tej gry w trzeciej osobie, a to już o czymś świadczy!

Największą chyba jednak frajdę miałam z takich drobnych momentów fabularnych, z którego pochodzi dzisiejszy przepis na jambalayę. Wiecie, takich, gdy na chwilę odpoczywa się od strzelanin i skradanek, a można zagrać koncert z gwiazdą rocka albo usiąść przy ognisku pod nocnym niebem. W pewnym momencie fabuły zupełnym przypadkiem poznajemy policjanta Rivera Warda, z którym rozwiązujemy dwie ciekawe sprawy (druga jest naprawdę świetna!), a w finale jego linii fabularnej dostajemy zaproszenie na własnoręcznie przygotowaną kolację. River twierdzi, że potrafi przyrządzić najlepszą jambalayę, ale to bzdura - w jego komputerze można znaleźć stronę kulinarną ze wskazówkami dla początkujących. Na szczęście ma farta, bo według artykułu to prosta potrawa, na którą nie ma jednego przepisu i jakkolwiek by jej nie przyrządzać, zawsze będzie dobrze.

Tips & tricks:

  1. Jambalaya to danie kuchni kreolskiej, a dokładniej kuchni cajun, więc powinna być pikantna! Nie ma co żałować pieprzu cayenne - no chyba, że się nie lubi. Moim zdaniem jednak łagodna jambalaya ma mniej więcej tyle sensu, co zupa szczawiowa bez jajka. Można, ale po co?
  2. Papryka, cebula i seler naciowy to podstawa tejże kuchni, więc nie polecam niczym zastępować. Seler dodatkowo podbija teksturę, przyjemnie chrupie.
  3. W grze V zauważa, że jambalaya jest przygotowana z sojowego zamiennika mięsa, ale ja zrobiłam bardziej klasyczną, chociaż w przypadku tej potrawy trudno mówić o jednym, prawdziwym przepisie. Jest z nią trochę jak z bigosem, każdy ma własny sposób i ulubione składniki. Można pokombinować, myślę że z kostką sojową też będzie smaczne.

Składniki: (na duży garnek, ok. 6 porcji)
- podwójna pierś z kurczaka lub dwa uda
- 350g pachnącej, wędzonej kiełbasy wieprzowej (w oryginale używa się kiełbasy andouille, ale polskie wędliny sprawdzą się bardzo dobrze)
- 10-15 krewetek
- 2 małe papryki
- 2 łodygi selera
- 1 cebula
- 4 ząbki czosnku
- 1 puszka pomidorów krojonych
- 1 ostra papryczka (suszona lub świeża, bez pestek)
- ok. 1l gorącego bulionu drobiowego lub warzywnego (ewentualnie wody)
- półtowej szklanki surowego ryżu basmati
- łyżeczka suszonego tymianku
- pół łyżeczki pieprzu cayenne (można dać mniej lub więcej)
- dwa liście laurowe
- nieco oleju
- 2 łyżki + 1 łyżeczka kreolskiej mieszanki przypraw, można kupić lub zrobić samemu:

  • 4 łyżeczki sproszkowanego czosnku
  • 4 łyżeczki sproszkowanej cebuli
  • 2 łyżeczki suszonego oregano
  • 2 łyżeczki suszonej bazylii
  • 2 łyżeczki pieprzu cayenne
  • 2 łyżki stołowe papryki słodkiej
  • 1 łyżka stołowa suszonego tymianku
  • 1 łyżeczka papryki wędzonej
  • 1,5 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka pieprzu

Przygotowanie:
1. Cebulę, paprykę, czosnek i kurczaka kroję w kostkę, selera, chili i kiełbasę siekam w plasterki.
2. W garnku na oleju podsmażam kurczaka i kiełbasę, wraz z łyżeczką kreolskiej mieszanki, do momentu aż kurczak będzie gotowy. Można to zrobić na patelni - będzie bardziej wysmażone niż w garnku. Gotowe mięso przekładam na talerz i odstawiam.
3. Dolewam nieco oleju i wrzucam wszystkie warzywa wraz z liśćmi laurowymi. Smażę ok. 6-10 minut na średnim ogniu, aż cebula się nieco zeszkli a reszta odrobinę zmięknie.
4. Do garnka wrzucam surowy ryż, pomidory z puszki i przyprawy (tymianek, mieszanka kreolska i pieprz cayenne) i zalewam mniej więcej połową bulionu. Mieszam i czekam aż się zagotuje. Od tej chwili należy pilnować zawartości, mieszać co jakiś czas, aby nie przywarło i w razie potrzeby podlewać bulionem - czyli gdy ryż zacznie już wchłaniać płyn i będzie go zauważalnie mniej. Nie ma sensu wlewać całego bulionu naraz, bo nie chcemy zupy, tylko potrawkę. U mnie zwykle wchodzi cały litr, ale w zależności od kupionego ryżu, czasem trochę mniej. Proces gotowania zajmuje około 30 minut, ale naprawdę - PRÓBUJCIE czy już miękkie. Nie da się dobrze gotować bez próbowania dania w trakcie.
5. Kiedy ryż będzie już niemal całkiem miękki, dodaję wcześniej usmażone mięso, mieszam i na wierzchu układam krewetki. Duszę na niewielkim ogniu, aż krewetki będą gotowe, czyli 2-3 minuty maksymalnie. Mieszam ostatni raz i można podawać. 
6. Jambalayę można przechowywać w lodówce do 2 dni, mrozi się też dobrze. Przy odgrzewaniu można dodać nieco wody.

Komentarze