Beef casserole z gry Man of Medan (Zapiekanka z wołowiną)

"Hey, according to this, today is beef casserole! Hmm, yummy."
- Alex


Lubię horrory, ale czasami mam z nimi problem, bo jestem mocno wybredna. Ten nie straszy, ten ma głupią fabułę, tamten jest tylko obrzydliwy i nic więcej. Tyczy się to tak filmów, jak i gier i generalnie strzałami w dziesiątkę są dla mnie tematy wampirów, duchów ludzi dręczonych za życia, zarazy dziesiątkujące ludzkość i mocno psychologiczne kwestie. Potwory i szaleni mordercy raczej odpadają, chociaż i tutaj znajdą się perełki. Man of Medan natomiast...
Dałam tej grze szansę, bo to w końcu duchowy spadkobierca wyśmienitego Until Dawn, gdzie najlepszą rzeczą była możliwość pokierowania fabułą według mojego życzenia i ciekawy plot twist. Man of Medan zaczyna się podobnie - grupka przyjaciół postanawia wspólnie spędzić czas, jednak tym razem zamiast jechać do domku w górach, wybierają się na łódź i nurkowanie. Na morzu dzieje się zresztą cała historia, z tym że w pewnym momencie tłem wydarzeń staje się opuszczony statek Ourang Medan. Nie został on zresztą wymyślony przez twórców, bo bazowali oni na miejskiej - w sumie bardziej morskiej - legendzie.
Podobnie zatem jak w tej legendzie, statek okazuje się być opustoszały od lat pięćdziesiątych i nikt tak naprawdę nie wie, co się wydarzyło. Świetna miejscówka dla horroru, prawda? No tak nie do końca. Klimat, choć dość ciężki, psuła mi monotonia rozgrywki. Idź ciasnym korytarzem, zalicz jumpscare, obejrzyj znajdźki, zrób QTE, powtórz. Albo oddaj pada drugiemu graczowi, jeśli grasz w coopie. Fabuła, choć miała ogromny potencjał, w ogóle nie jest zaskakująca i od pewnego momentu można całkiem trafnie domyślić się, o co właściwie chodzi. Postaciom też się słabo kibicuje, bo część z nich jest irytująca, a część w ogóle niewiarygodna i ma jakieś głupkowate pomysły. Jako tako polubiłam tylko jednego bohatera i rzeczywiście bardzo chciałam, aby się uratował.
Dużym zarzutem wobec tego tytułu jest to, że jest dramatycznie krótka - pięć, góra sześć godzin zabawy. Trochę mało, biorąc pod uwagę że na premierze gra kosztowała ponad 100 złotych. Okej, wiem że to pierwszy z ośmiu planowanych epizodów The Dark Pictures Anthology, ale wciąż uważam, że ponad stówa za grę na jedno posiedzenie to gruba przesada. Tym bardziej, że otrzymane zakończenie mnie rozczarowało - było bez sensu i Rafał miał podobne odczucia, więc to nie tak, że ja marudzę.
Ale żeby nie było, że ja wyłącznie narzekam, to powiem, że klimat ciasnych korytarzy na  ogromnym, opuszczonym i przerdzewiałym statku był bardzo dobry i atmosferę można było w niektórych epizodach kroić nożem. Parę razy wydało nam się, że gdzieś w kącie ekranu mignęło jakieś coś, ale nie wiem, czy to efekt paranoi, czy smaczek od twórców. Mam nadzieję, że to drugie. QTE też były okej, pojawiło się także typowe dla tego studia zastyganie w bezruchu, które rzeczywiście wprowadza klimat zaszczucia i nieco przyspiesza bicie serca. Generalnie zagram pewnie w kolejny epizod, ale mam nadzieję, że będę mogła go bardziej pochwalić. Tymczasem macie przepis na zapiekankę z wołowiną, którą to bohaterowie znajdują w menu na ścianie stołówki. Spis dań jest mało zaskakujący - morska dieta to głównie ziemniaki, wołowina, jajka i fasola - ale ja zdecydowałam się na danie dnia.

Wskazówki:

  1. Makaron można zastąpić cienko pokrojonymi w plastry ziemniakami. Wtedy ich nie gotujcie, tylko pokrójcie naprawdę bardzo cieniutko.
Składniki:
- 400g mielonej wołowiny
- puszka pomidorów
- 2 cebule
- 2 ząbki czosnku
- 250g makaronu kokardki
- 250g kwaśnej śmietany
- 1 serek wiejski
- pęczek szczypiorku
- 1 jajko
- 200g żółtego sera (dajcie więcej, jeśli lubicie)
- przyprawy: gałka muszkatołowa, kmin rzymski, liść laurowy, sól, pieprz

Przygotowanie:
1. Makaron gotuję odrobinę krócej niż aldente - po rozgryzieniu powinniście czuć, że środek jest jeszcze twardy. Odcedzam, przelewam lekko zimną wodą i odstawiam na sitku, aby ściekło jak najwięcej wody.
2. Na głębokiej patelni smażę cebulę, czosnek i liść laurowy. Kiedy warzywa są już podsmażone, dodaję wołowinę i trzymam na ogniu tak długo, aż nie będzie już surowa. Wlewam pomidory w puszce, smażę do momentu, aż odparuje połowa płynu (około 8-10 minut na dużym ogniu). Przyprawiam solą, pieprzem i kminem. Wyrzucam liść laurowy.
3. Serek wiejski odcedzam ze śmietanki, ziarna wsypuję do miski. Dodaję śmietanę, jajko, 3/4 pięczka szczypiorku i makaron. Mieszam, po czym przyprawiam gałką oraz solą i pieprzem.
4. Naczynie żaroodporne smaruję tłuszczem, po czym na dno wykładam warstwę makaronu. Przykrywam to warstwą mięsa i posypuję serem.
5. Zapiekankę wstawiam na 10-15 minut do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika. Pod koniec tego czasu możecie włączyć funkcję grilla, aby ser zrobił się chrupki. Posypuję resztą szczypiorku.

Komentarze