Pork chop z serii Castlevania (Kotlet schabowy z kością)

"Partially revives lost power"
- instrukcja do gry


Przy okazji wpisu o Pizzy Eddiego z Silent Hill 2 wspomniałam, że bardzo lubię horrory. Seria platformowych gier Castlevania nie jest akurat horrorem w pełnym tego słowa znaczeniu, bo brakuje jej najważniejszego aspektu - nie straszy i nawet nie ma zamiaru tego robić. Zawiera natomiast wiele elementów typowych dla tego gatunku - wampiry, nietoperze, szkielety, nawiedzony zamek. Mimo nieco upiornej atmosfery, horrorem bym jej w życiu nie nazwała, co jednak wcale nie znaczy, że nie jest to dobra rzecz.
Seria wydawana jest nieprzerwanie od 1986 roku i zdążyła w tym czasie pojawić się na większości konsol, a także automatach do gier, pachislotach i jakby dobroci było jeszcze za mało, to Netflix kręci serial na podstawie trzeciej części gry (póki co jest bardzo dobry, polecam nawet osobom nieznającym świata Castlevanii). Fabuła tych gier jest na początku dość banalna - jest Dracula, który odradza się co 100 lat i jest rodzina Belmontów (w osobie Simona Belmonta), którzy co 100 lat tego Draculę pokonują w jego własnym zamku. Proste. Potem zaczęły wychodzić sequele, prequele, spin-offy i inne cuda wianki, które mocno rozbudowały Castlevaniowe universum i aktualnie rozpiętość lat, w jakich dzieje się cała seria, to 1094-2037.
Generalnie strasznie (to odpowiednie słowo) dobra to rzecz i chociaż lubię gry retro jako całość gatunku, to do Castlevanii wracam ze szczególną nostalgią. Pierwsze części, te klasyczne platformówki, są dosyć trudne, ale wciąż podoba mi się ich szczegółowa, choć pikselowa grafika i doskonała muzyka. Kolejne odsłony, te wprowadzające elementy RPG, są moimi ulubionymi, a Symphony of the Night jest na liście moich ulubionych gier w ogóle. Dobrze mi się grało nawet w Judgement, typową bijatykę, bo była ciekawostką i świeżym powiewem w serii. Spory udział w tym mają zapewne wampiry, bo zawsze lubiłam tę tematykę, ale Castlevania to po prostu solidne tytuły i tyle.  
I choć zdawać by się mogło, że gdzie w takiej grze znaleźć jedzenie, to znalazła się jedna potrawa, która stała się wręcz kultowa - pork chop, czyli generalnie kotlet schabowy z kością, chociaż w grze wygląda raczej jak upieczona noga. W Castlevanii z jakiegoś dziwnego powodu zbierane serduszka są amunicją, a życie odnawia znalezione w ścianach mięso. Nie wiem, kto w Konami wpadł na pomysł jedzenia starego, zakurzonego mięsa schowanego za ścianą, ale umiał w marketing, bo skończyło się to setkami memów i wieczną sławą i chwałą dla "Castlevania pork chop". Okej, ja zdaję sobie sprawę, że to tylko gra, no ale cała koncepcja schabowego w ścianie... Nie wiem jak wy, ale jeśli takie coś ma przywracać zdrowie i dawać siłę łowcy wampirów, to koniecznie musi zawierać dużo czosnku. Musi też być dobrze wysmażone, skoro tyle wytrzymuje i się jeszcze nie zepsuło...

Wskazówki:
  1. Jeśli macie okazję, kupcie mięso od rzeźnika lub w dobrym sklepie mięsnym. Takie z supermarketu może być naszprycowane wodą i nie usmażyć się dobrze.
  2. Aby uzyskać soczyste wnętrze kotleta, polecam zanurzenie go w solance na przynajmniej 30 minut (nie dłużej niż godzinę). Zmieni to nieco jego strukturę i dodatkowo go przyprawi. Można do solanki dodać oczywiście inne przyprawy, ale to sól jest tu najważniejsza. Etap ten nie jest konieczny i można go pominąć.
  3. Najlepsza do smażenia kotletów jest płaska żeliwna patelnia, która nagrzewa się do bardzo wysokich temperatur. Pozwala to na szybkie usmażenie powierzchni z zewnątrz i zamknięcie soków w środku. Jeśli takiej nie macie (jak ja) to nic, wystarczy zwykła.
  4. Pamiętajcie, aby przed podaniem pozwolić mięsu odpocząć przez kilka minut. Dzięki temu po przekrojeniu nie wyleją się z niego soki i nie będzie suche.
  5. Wyjmijcie kotlet z lodówki co najmniej godzinę przed smażeniem, aby mięso miało temperaturę pokojową - dzięki temu usmaży się równomiernie. Przed samym położeniem kotleta na patelnię usuńcie wilgoć papierowym ręcznikiem, co pozwoli na lepsze usmażenie, a nie ugotowanie mięsa.
Składniki:
- 2 kotlety schabowe z kością
- 4 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę i 2 zmiażdżone
- 3 listki laurowe
- 3 szklanki wody + 2 łyżki soli (na solankę)
- szklanka słodkiej śmietanki 30%
- 1 łyżeczka rozmarynu, świeżego lub suszonego
- łyżka masła
- pieprz
- olej

Przygotowanie:
1. Wodę mieszam z solą, 2 zmiażdżonymi ząbkami czosnku i listkami laurowymi. Zanurzam w roztworze mięso i trzymam od 30 minut do godziny. Pod koniec tego czasu zaczynam rozgrzewać piekarnik do największej możliwej temperatury. Zamarynowane kotlety wyciągam z wody, osuszam ręcznikiem papierowym, smaruję olejem i posypuję pieprzem.
2. Na bardzo mocno rozgrzaną patelnię (lekko przetartą olejem) kładę kotlety i smażę około 3 minuty, aż mocno zbrązowieją. Jeśli mięso dymi - to nic! Wystarczy sprawdzać, aby nie były spalone.
3. Przewracam na drugą stronę i smażę do zbrązowienia drugą stronę. Następnie przenoszę kotlety do nagrzanego piekarnika na nagrzaną blachę (to ważne, aby temperatura w mięsie nie spadła zbyt mocno) i włączam funkcję grilla. Mięso piekę do momentu, aż będzie przypieczone tak, jak lubię - mi zajmuje to około 6-10 minut, ale należy zaglądać do piekarnika. Kiedy będzie gotowe, wyjmuję je z pieca i jeszcze nie podaję, tylko kładę na deskę, polewam sokami z pieczenia i przykrywam szczelnie folią aluminiową na 5 minut.
4. W międzyczasie, gdy mięso się piecze, na tę samą patelnię dolewam łyżeczkę oleju, jeśli potrzeba i wrzucam czosnek. Smażę bardzo krótko, tylko aż poczuję zapach i wlewam śmietankę. Duszę kilka minut, aż nieco zgęstnieje, po czym dodaję rozmaryn i duszę jeszcze chwilę na małym ogniu. Wyłączam gaz, dodaję masło, pieprz i mieszam.
5. Kotlety odwijam z folii, podaję z sosem czosnkowym i warzywami - tym razem brukselka z czosnkiem (a jakże!) i wędzoną solą.

Komentarze