Anpan z gry Danganronpa 2: Goodbye Despair (Drożdżówki z fasolą)

"This is for you! Red bean bread and milk!"
- Monokuma


Wiecie, często mam spory problem z sequelami czegoś, czego pierwszą część bardzo polubiłam. To trochę moja wina, bo rzadko daję im szansę i podchodzę do nich jak pies do jeża. Nie wiem, chyba podchodzę do tego zbyt emocjonalnie, bo jakoś nie potrafię uwierzyć, że drugi raz będzie można dać równie dobrą rozrywkę. I chociaż do tej pory dostałam już wiele dowodów, że to jednak jest możliwe, do Danganronpa 2 nie umiałam zabrać się przez dość długi czas, no bo jak można znowu wymyślić tak zaskakujące morderstwa?
W dodatku, o ile pierwsza Danganronpa działa się w dusznej, odciętej od świata i światła słonecznego szkole, o tyle w dwójce uczniowie na samym początku... jadą na wycieczkę na tropikalną wyspę pod wodzą skretyniałego pluszowego królika. SERIO? Wiedziałam, czego się po tej grze spodziewać, ale słońce i upał zupełnie mi do tej tematyki nie pasowały. Nic tam się nie kleiło, nuda, zieeew. No i zrobiłam coś, czego nie powinnam - wyłączyłam grę po to, aby ewentualnie wrócić do niej w czasie posuchy. A potem dopadło mnie choróbsko... i przepadłam.
Bo oto okazuje się, że wszystko to, co uważałam za idiotyczne fantazje japońskiego studia (a japońskie gry znane są z wszelakich dziwactw), zaczyna mieć bardzo sensowne wytłumaczenie. i wcale nie jest tak, że ktoś w Spike Chunsoft stwierdził "ej, wrzućmy ich na wyspę, to będzie śmiesznie". Pod koniec gry dostałam prosto w twarz takim plot twistem, że Danganronpa 2 natychmiast awansowała na pierwsze miejsce wśród gier z serii i nie zmieniło się to też później, po ograniu przeze mnie trzeciej części. Co ważniejsze, nie jest to plot twist z serii tych zupełnie od czapy, tylko gdy już wiadomo o co chodzi, masa szczegółów z gry nagle nabiera sensu. Uwielbiam takie rzeczy! Czuję wtedy, że ktoś nad tą fabułą naprawdę chwilę posiedział i sprawdził, czy wszystkie nitki się łączą.
Poza tym, rozgrywka wiele nie różni się od tej w jedynce. Pewną nowością jest trzecioosobowy widok, ale to taki drobiażdżek. Dodano też kilka usprawnień do procesów, dzięki czemu są bardziej intuicyjne i nie miałam już tego problemu co w jedynce, że w niektórych minigierkach nie wiedziałam, co mam robić. Generalnie - dobra gra, polecam. Jeśli jedynka wam podeszła, dwójką zachwycicie się bardziej.
Jak w wielu japońskich grach, także tutaj sporo jest japońskiej kuchni, ale moją uwagę przykuło coś, co już dobrze znałam - w angielskiej wersji nazwano to "red bean bread", ale prawdziwa nazwa tych słodkich bułek to anpan. Są to mleczne, puszyste drożdżówki ze słodką pastą z fasoli, z którą już wielokrotnie robiłam słodycze. Spróbujcie, smak was kompletnie zaskoczy!

Wskazówki:
  1. Ponieważ to drożdżowe ciasto, bardzo ważne jest porządne jego wyrobienie oraz pozwolenie, aby wyrosło trzy razy, jak w przepisie. 
  2. Nie przeginajcie z cukrem. Japońskie słodycze są mniej słodkie niż europejskie, dlatego dodajcie dokładnie tyle, ile jest podane. Pasta anko i tak jest już dość słodka.
  3. Być może pamiętacie bułeczki manju, przy których pisałam nieco o słodyczach z pastą anko - o ile tamte robiło się na parze, o tyle te są pieczone w piekarniku. Chociaż są podobne, to jednak smakiem się dość mocno różnią.
Składniki: (12 sztuk)
- pasta anko przygotowana z jednej szklanki fasoli (przepis tutaj)
- 300ml letniego mleka
- 15g świeżych drożdży (lub 7g suchych)
- 45g cukru
- 360g mąki chlebowej
- 90g mąki tortowej
- 15g mleka w proszku
- 7g soli
- 45g miękkiego masła
- żółtko do posmarowania
- czarny sezam

Wykonanie:
1. Jeśli mam świeże drożdże, dodaję je wraz z cukrem do mleka i odstawiam na 5 minut. Jeśli mam suche, dodaję je bezpośrednio do mąki w misce.
2. Drożdże, cukier, mąkę, sól, mleko w proszku i letnie mleko wrzucam do miski i mieszam razem. Takie zamieszane ciasto wykładam na stół i porządnie wyrabiam, aż przestanie się kleić do rąk - a będzie się kleiło, więc nie zniechęcajcie się i nie podsypujcie mąką ani trochę! Porządne wyrobienie może zająć nawet kilkanaście minut.
3. Do takiego gładkiego ciasta dodaję po kawałku miękkie masło, każdy dobrze wgniatając w ciasto. Na tym etapie zupełnie przestanie kleić się do rąk i stołu. Wyrabiam do momentu, aż będzie miękkie niczym plastelina.
4. Smaruję miskę olejem i przekładam do niej ciasto. Nakrywam ścierką i odstawiam w ciepłe miejsce na około godzinę, aż podwoi swoją objętość.
5. Po godzinie wykładam ciasto na blat i delikatnie ugniatam. Dzielę na 12 części (ja używam wagi kuchennej, aby były równe), formuję w kule i odstawiam na 15 minut, aby odpoczęło. W międzyczasie można podzielić pastę anko na 12 równych kul.
6. Każdą kulę ciasta spłaszczam tak, aby środek był nieco grubszy niż brzegi i nadziewam je anko - bułeczki szczelnie zamykam i jeszcze raz nadaję im okrągły kształt.
7. Gotowe drożdżówki układam w dość dużych odstępach na blaszce, na której będę je piekła. Przykrywam ściereczką i znowu pozwalam im wyrosnąć przez godzinę. 
8. Po godzinie smaruję bułeczki żółtkiem i posypuję czarnym sezamem. Wstawiam do nagrzanego do 200 stopni piekarnika (to ważne, nie wstawiamy ich do zimnego) i piekę przez około 10 minut. Studzę na kratce.

Komentarze